Nie pojechałam dzisiaj do pracy. Rozłożyłam swoje centrum dowodzenia na stole i przesunęłam go pod okno w kuchni.
Słucham Melody Gardot, edytowałam kilka książek w biblioteczce na LubimyCzytać, napisałam do Michała, którego nie poznałam i popłakałam się, pisząc. Kilkanaście minut temu znów wyłączyli prąd. Od kilku dni, począwszy od Wielkiej Niedzieli, prąd znika na krócej lub dłużej. Bywa, że nawet na kilkanaście godzin.
Chyba wzrosła moje wrażliwość i sposób odczuwania (przeżywania?) pokory.
I tylko mój lateralny sposób myślenia twórczego nie daje mi spokoju.
To dobrze. Bardzo dobrze. Bo lubię ten stan.
U mnie też ostatnio przełącznikiem prądu ktoś się bawi i to w najmniej oczekiwanych momentach jak "przed chwilą napaliłam w piecu" ewentualnie "ściągam coś z internetu" lub "koniecznie muszę znaleźć numer telefonu do..." :)
OdpowiedzUsuńWzrosła wrażliwość z jakiegoś konkretnego powodu czy tak po prostu nastąpiła zmiana ?
Z tym prądem to jakieś przekleństwo... ale może w końcu zadziała jak należy :* ściski pięknoto
OdpowiedzUsuń