Wstaję godzinę wcześniej niż zwykle. Za oknem -3, dwa koty i pies merdający ogonem.
Senny i cichy autobus ściga się ze słońcem.
Po wczorajszych późnowieczornych łzach nie ma już śladu. Uśmiecham się, mimo wszystko.
I, na przekór szarości ubrania, wiążę włosy szeroką różową taśmą.
[nie mam czarnych ubrań. nie byłam przygotowana. nie jestem.]

Nie ubieraj czarnych ubrań, pielęgnuj w sobie miłość :**
OdpowiedzUsuń